Chciałem sobie kupić cyfrową muzykę...
A miało być tak pięknie, łatwo i bezproblemowo...
"W internecie nie ma granic" - mówili jedni. "Bez problemu będzie można kupić praktycznie wszystko jednym kliknięciem, bez kombinowania" - dodawali drudzy.
Ta, jasne...
Chcę kupić muzykę Enter Shikari w bezstratnym formacie. Na amerykańskim 7tracks znalazłem praktycznie wszystkie ich wydania we FLAC-u 16bit/44 kHz w spoko cenach. Konto założone, więc na próbę dodaję jeden singiel, klikam w "Checkout" i... na kolejnym ekranie brakuje guzika "Kup" 😶
Dobra, to może na europejskiej wersji tego sklepu? Przełączam się, a tu piękny komunikat wita mnie na dzień dobry, że sorry, ale twój region nie jest obsługiwany. A tak w ogóle to muzyki ES tam i tak praktycznie nie uświadczę.
Dobra, nie poddaję się - próbuję w innym sklepie. Angielska wersja Qobuza ma mniejszy wybór i ceny ciut wyższe, ale pliki audio ma w prawdziwym HiResie (24bit). Dodaję do koszyka i przechodzę do zakupu. A tam info, że muszę mieć konto, by coś kupić. Spoczko. Wypełniam podstawowe dane (nie ma nigdzie wyboru kraju), klikam w "Next", a tu leci error: "Sorry, ale nie obsługujemy twojego kraju" (pewnie po IP rozpoznali). Nosz kur... 🤬
I ja się teraz pytam - gdzie ta wolność i dostępność do cyfrowych dóbr, które chcę legalnie zakupić?
Wpis oryginalnie został opublikowany na Mastodonie 8 lutego 2023 roku.
O autorze
Bartek 'Pan Nindyk' Wanot
Miłośnik gier niezależnych, Nintendo i japońskiej popkultury. W wolnych chwilach prowadzi stronę nindyki.pl. Tłumacz kilku książek o grach (m.in. Wielka księga Nintendo i Retro wspomnienia lat 90) i gier (Castaway, Haneda Girl, Carimara).