Mastodon > Twitter
Twitter się kończy, czas przejść na Mastodona.
Przyszło nam żyć w ciekawych czasach. Kiedyś wszyscy zachłysnęli się sieciami społecznościowymi stworzonymi przez korporacje/Big Techy. Teraz zaś ludzie przenoszą się do descentralizowanych sieci, w których nasze dane nie są walutą, którą płacimy za korzystanie z nich. Sam jestem taką osobą, która najpierw korzystała z Facebooka, Google+ i Twittera, a teraz zaś wolę korzystać z Mastodona.
Cały czas uważam, że najlepszą siecią społecznościową stworzoną przez Big Techy było Google+. Możliwość pisania długich wpisów, stylowanie przez Markdown i moim zdaniem killer feature tej społecznościóki - kręgi. Dzięki nim możliwe było publikowanie postów tylko dla wybranej grupy obserwujących osób. Niestety, Google'owi nie do końca się G+ spinało i ostatecznie ubiło swoją społecznościówkę.
Wraz z zamknięciem Google+ szukałem swojego miejsca w sieci. Wtedy też po raz pierwszy spotkałem się z Mastodonem. Jednak wtedy nie wydawał mi się on na tyle "seksowny", by zostać tam na dłużej. Ostatecznie przeniosłem się na Twittera, ale nie byłem jakoś bardzo aktywny.
Sytuacja zmieniła się wraz z rozwojem mojej strony geekretro.pl, gdzie pisałem o różnych geekowych rzeczach. Z czasem jednak ograniczyłem się do gier niezależnych na Switcha, więc nastąpił rebranding (na nindyki.pl). I zacząłem mocno angażować się w pisanie na Twitterze.
I tak pewnie dalej by to mogło trwać, gdyby nie fakt, że w drugiej połowie zeszłego roku zaczęło mi coś nie pasować w Twitterze. Sam nie jestem w stanie określić co to konkretnie było. Czułem się w jakiś sposób zmęczony tą społecznościówką. Warto tylko wspomnieć, że było to jeszcze na kilka tygodni przed wejście Elona Muska do siedziby firmy ze zlewem. Po prostu nie czułem potrzeby, by odpalać aplikację Twittera i sprawdzać feeda. Ba, czasami czułem niechęć, by tam zaglądać.
Wtedy też postanowiłem na początku listopada założyć konto na Mastodonie i przekonać się, czy jest to dobra alternatywa dla wszelkich korporacyjnych społecznościówek. Po kilku dniach stwierdziłem, że jest tu fajnie i zostanę na dłużej, obserwując co się dalej będzie dziać z Twitterem.
I nadszedł dzień, kiedy Elon zaczął "bawić się" swoją nową zabawką na całego. Zwolnienia istotnych inżynierów i programistów, problemy techniczne, szybkie wprowadzanie zmian i jeszcze szybsze wycofywanie się z nich. Do tego ciągłe psucie Ćwierkacza - a to problemy z wiadomościami prywatnymi, a to wymuszanie oglądania feedu serwowanego przez algorytm, w końcu obcinanie zasięgów (bo tak), uwalenie aplikacji 3rd party, a na końcu zmiana algorytmu pod faworyzowanie posty Elona Muska i przeniesienie jednej z opcji 2FA za Twitter Blue (choć to pewnie jeszcze nie koniec). Zaczął się z tego robić niezły cyrk. Tylko czekać, aż w którymś momencie pan Musk wstanie lewą nogą i stwierdzi, że wyłączy Twittera na dobre.
A ja? Z rok czy dwa lata temu pewnie bym się wkurzał i denerwował na taki stan rzeczy. Teraz zaś patrzę na to wszystko z większym luzem. Bo czemu miałbym się denerwować czymś, na co nie mam realnego wpływu? Co najwyżej stracę te wszystkie tweety, które napisałem przez kilka ostatnich lat - trudno. Nie ma sensu się tym przejmować.
Sam zaś stałem się bardziej aktywny na Mastodonie. Nie ograniczają mnie tam limity znaków czy algorytm, który decyduje czy mój wpis jest dobry czy nie. Mniej też tu trolli czy hejterów. Odkrywam też kolejne elementy fediwersum, jak Pixelfed czy PeerTube. I to wszystko mi się podoba, dzięki czemu zadomowiłem się na dobre na Mastodonie.
Może i Mastodon nie jest tak popularny jak Twitter (i pewnie przez jakiś czas też nie będzie). Może nie będzie też tu tylu użytkowników, co na Ćwierkaczu. Ale mi to nie przeszkadza. Bo liczy się dla mnie coś innego - interakcja z innymi ludźmi, poziom dyskusji i ogólne pozytywne nastawienie. A tego wszystkiego jest tutaj pod dostatkiem.
Na samym zaś Twitterze jestem mniej aktywny. Jasne, zaglądam tam co jakiś czas, ale po to tylko by sprawdzić powiadomienia, zerknąć na profile twórców gier, na które czekam i od czasu do czasu by wrzucić tweeta promującego to co robię dla szerzenia nindyczego kaganka. Ale nie będę jakoś bardzo rozpaczał, gdy będę zmuszony wynieść się na dobre z Twittera. Bo mam własną stronę z RSS-em, newsletter i konto na Mastodonie - i tymi kanałami będę docierał do osób, które chcą mnie czytać. Spokojnie sobie poradzę bez Twittera.
O autorze
Bartek 'Pan Nindyk' Wanot
Miłośnik gier niezależnych, Nintendo i japońskiej popkultury. W wolnych chwilach prowadzi stronę nindyki.pl. Tłumacz kilku książek o grach (m.in. Wielka księga Nintendo i Retro wspomnienia lat 90) i gier (Castaway, Haneda Girl, Carimara).